Dlaczego nie udało mu się zagrać w Lechu? Z kim i ile razy awansował na zaplecze ekstraklasy? Z czego wynika tak dobra skuteczność Stomilu w obecnych rozgrywkach i jak wygląda obecnie sytuacja w zespole z Olsztyna? Na pytania 1liganews.pl odpowiedział Jarosław Ratajczak. Zapraszamy do lektury!
Karierę juniorską zaczynałeś w rodzinnym Koninie, jednak bardzo szybko przeniosłeś się do Lecha Poznań. Ktoś wypatrzył cię w Poznaniu czy sam podjąłeś decyzję o przeprowadzce?
Wypatrzył mnie ówczesny trener juniorów Lecha Poznań Mariusz Rumak. Tworzona była kadra województwa wielkopolskiego i w gimnazjum w Poznaniu powstawała klasa sportowa. Wszystkich, których trener wybrał do kadry, chciał mieć w tej klasie.
Dlaczego twoim zdaniem nie udało ci się przebić w Lechu?
Kiedy byłem w Lechu, to zdobywał on mistrzostwo Polski. Zespół z Poznania miał bardzo mocną kadrę i naprawdę trudno było o debiut w lidze. Trenowałem z kadrą pierwszego zespołu, ale nie udało mi się zaliczyć żadnego występu.
Zanim całkiem pożegnałeś się z Lechem, to swojej szansy szukałeś w Olimpii Grudziądz. Przez dwa sezony zaliczyłeś tam 54 występy i udało się także awansować na zaplecze ekstraklasy. Jak ocenisz tamten okres?
To był bardzo udany okres dla mnie. Spędziłem tam swój pierwszy sezon w seniorskiej piłce. Zostałem ściągnięty do drugoligowej Olimpii Grudziądz przez trenera Marcina Kaczmarka i dwa lata grałem jako młodzieżowiec. Wygraliśmy 2. ligę, która była wtedy niezwykle mocna, gdyż rywalizowaliśmy m.in. z Zawiszą Bydgoszcz czy GKS Tychy. Po pierwszym sezonie wróciłem latem do Lecha, gdzie przygotowywałem się do sezonu pod okiem trenera Bakero. Jednak po tym okresie stwierdziliśmy, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie będzie kolejne wypożyczenie do Grudziądza, gdzie mogłem regularnie grać. W Olimpii mogłem się rozwijać i nabrałem cennego doświadczenia na pierwszoligowym poziomie.

Z Lecha przeniosłeś się do GKS Katowice, ale tam nie wywalczyłeś sobie miejsca w wyjściowej jedenastce.
Po dwóch latach w Grudziądzu wróciłem do Lecha, gdzie zostałem na kolejne pół roku. Przez ten okres nie grałem, miałem okazje tylko trenować z pierwszym zespołem. Występowałem czasami w drugim zespole. Na wiosnę przeniosłem się do Katowic i nie był to udany okres w mojej przygodzie. Oceniam ten czas jako najgorszym w karierze. Przez pół sezonu rozegrałem zaledwie jeden mecz.
Dwa sezony spędziłeś w Pogoni Siedlce. Najpierw awans do 1. ligi, a później wywalczone w dramatycznych okolicznościach utrzymanie. Dlaczego odszedłeś później z Pogoni, w której należałeś do kluczowych piłkarzy?
Do Pogoni przyszedłem z Katowic po nieudanym pół roku. Na początku graliśmy w przechodzącej reformę 2. lidze, z której spadała ponad połowa drużyn. Dwie najlepsze wywalczyły awans i my, ku zdziwieniu wszystkich, awansowaliśmy na zaplecze ekstraklasy. To był mój drugi sezon w 2. lidze i drugi awans. Zostałem w Siedlcach na kolejny sezon, który okazał się dla nas bardzo trudny. Zagraliśmy w barażu tylko dzięki wycofaniu się z rozgrywek przez Flotę Świnoujście. Pamiętam jeszcze ostatnią kolejkę tamtego sezonu, kiedy my dostaliśmy walkower – właśnie za mecz z Flotą, a GKS Tychy nie mógł wygrać z Dolcanem. Wszyscy w ogromnym napięciu czekaliśmy na informację z Ząbek. Po utrzymaniu zmienił się sztab szkoleniowy – trenerem został Marcin Sasal i przeprowadził on gruntowną zmianę kadry. Ja nie dogadałem się z zarządem i z nowym szkoleniowcem, stąd podjąłem decyzję o przeprowadzce.
Dwukrotnie przeniosłeś się do 2. ligi – raz z Lecha do Olimpii, a później z GKS Katowice do Pogoni. Wychodzisz z założenia, że trzeba zrobić krok w tył, żeby później zrobić dwa w przód?
Tak. Dla zawodowego piłkarza najważniejsza jest gra. Nie ma nic lepszego niż przebywanie na boisku - a czy w Poznaniu czy w Katowicach nie miałem takiej okazji. W związku z tym trzeba było zrobić krok w tył, żeby udowodnić swoją wartość. Uważam, że przejście do Grudziądza, a później do Siedlec to były bardzo dobre ruchy w moim wykonaniu.
Pod koniec poprzedniego sezonu Stomil objął Adam Łopatko, zastępując Mirosława Jabłońskiego. Jesteś zadowolony z tej zmiany i z tego, że trener Łopatko prowadzi was w tym sezonie?
Pod koniec ubiegłego sezonu trener Łopatko od razu powiedział mi, że widzi mnie w kadrze na następny sezon. Jestem bardzo zadowolony z tego, co pomału się tutaj tworzy. Poprzedni rok był dla wszystkich w Olsztynie trudny, a teraz wygląda to już coraz lepiej.
Mówisz, że trener Łopatko od razu widział cię w kadrze na ten sezon - nie chciałeś jednak latem opuścić Stomilu chociażby ze względu na zaległości finansowe?
Tak jak wspomniałem – ten poprzedni sezon był dla wszystkich bardzo trudny. Pod względem finansowym i organizacyjny takiego sezonu jeszcze nie miałem, ale w czerwcu dostaliśmy zapewnienia, że wszystko zostanie ustabilizowane. W klubie pojawił się sponsor. Trener Łopatko obiecał i dostałem zapewnienie, że w tym sezonie wszystko będzie normalnie, więc postanowiłem jemu oraz prezesowi zaufać. Jest tutaj bardzo dobra drużyna, w zespole panuje świetna atmosfera, więc jak będzie spokój organizacyjny, to możemy osiągnąć dobre wyniki.
Niektórzy zawodnicy Stomilu skarżyli się na trudne warunki do trenowania. Jak w tej chwili wygląda sytuacja?
Wszystko jest tutaj budowane od zera. Jeździliśmy i cały czas jeździmy po okolicznych miejscowościach. Koło głównego boiska rozpoczęto budowę nowego obiektu i gdy skończą się prace, nie będzie trzeba się już martwić o miejsce do treningu. Widać, że wszyscy w klubie starają się, żeby było normalnie tak jak w innych zespołach.

W tym sezonie 5 meczów i 5 punktów na waszym koncie, uwzględniając te odjęte. Jesteście usatysfakcjonowani początkiem rozgrywek?
Na pewno zaczęliśmy nienajgorzej, ale rozmawiamy między sobą w szatni, że punktów mogło być więcej. Przydarzył nam się szalony mecz w Chojnicach, którego nie powinniśmy przegrać. Poza tym w każdym spotkaniu prezentowaliśmy niezły futbol i z optymizmem patrzymy na nadchodzące wyzwania.
Z 11 trafieniami jesteście najbardziej bramkostrzelnym zespołem w lidze. Skąd u was aż taka skuteczność?
Trener Adam Łopatko w letnim okresie przygotowawczy w szczególny sposób zwrócił uwagę na konstruowanie szybkich ataków. Mamy naprawdę mocną ofensywę i z tego korzystamy. 11 trafień w 5 kolejkach to świetny wynik i oby taka skuteczność utrzymała się w najbliższych meczach.
Teraz zmierzycie się z faworytem do awansu, czyli Podbeskidziem. Klub z Bielska-Białej na razie wygrał wszystkie trzy wyjazdowe starcia. Jaki macie pomysł na to spotkanie?
Podbeskidzie może i wygrało wszystkie mecze na wyjeździe, ale my też nie przegraliśmy jeszcze u siebie. Nawet w Pucharze Polski w starciu z drużyną z ekstraklasy Ruchem Chorzów nie straciliśmy bramki. U siebie jesteśmy mocni i podchodzimy do tego meczu z respektem, ale też nikogo się nie boimy i chcemy wywalczyć komplet punktów.
W Pucharze Polski odpadliście po rzutach karnych z Ruchem Chorzów. W serii jedenastek karnego zamieniłeś na gola. To był twój pierwszy strzał z 11 metrów w karierze?
Tak. W seniorskiej piłce po raz pierwszy wykonywałem jedenastkę. Do futbolówki podszedłem jako siódmy i udało mi się rzut karny zamienić na bramkę. Szkoda, że odpadliśmy, bo w następnej rundzie czekałby na nas Lech Poznań. Byłoby to ciekawe starcie dla naszych kibiców i byłby to szczególny mecz dla mnie. Ale niestety rzuty karne, jak mówi większość osób, to loteria i nie udało nam się awansować. Na pewno w pojedynku z Ruchem pokazaliśmy się z dobrej strony.
Rozmawiał Bartosz Cabaj
