Nie tylko Leo Messi ma wytatuowaną rączkę swojego syna. W 1. lidze też jest zawodnik z podobnym tatuażem, który sam nazywa siebie piłkarskim włóczykijem. W obecnym sezonie wraz ze swoim nowym klubem chce wywalczyć awans do ekstraklasy. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Danielem Ferugą.
Większość swojej kariery juniorskiej spędziłeś w Gwarku Zabrze, dlaczego nie Górnik – przecież to bardzo renomowany klub?
Gwarek Zabrze był szkółką, z której wychodziło bardzo dużo zawodników. Gdy byłem juniorem szkolenie tam, osiągało niezwykle wysoki poziom. Gdy grałem w Gwarku, występował w nim nawet Łukasz Piszczek. Nie musiałem więc długo się zastanawiać. Ponadto wychowywałem się w Cukrowniku Chybie, a tam bardzo często Gwarek przyjeżdżał na obozy i w związku z tym wybrałem ten zespół z Zabrza.
Już jako nastolatek byłeś testowany przez S.C. Heerenveen i VFL Wolfsburg, jednak nigdy nie grałeś na stałe w żadnym zespole za granicą.
Zgadza się. To już jest bardzo odległy czas i uważam to za zamknięty rozdział w mojej karierze. Zwiedziłem kilka zachodnich klubów, miałem okazję zobaczyć, jak one funkcjonują, ale na stałe nigdy nie udało się zagrać poza Polską.
6 ostatnich sezonów – 7 różnych klubów. Skąd tak częste przeprowadzki?
Różnie bywa w życiu. Czasami po bardzo dobrych sezonach w 2. lidze w Rybniku czy w Chojnicach zmiany ukierunkowane były na dalszy rozwój. Z drugiej strony np. z Miedzi, z którą podpisałem trzyletni kontrakt, odchodziłem na wypożyczenia, żeby grać. Jestem takim zawodnikiem, którego nie satysfakcjonuje siedzenie na ławce i zawsze szukam takiego miejsca, w którym dostanę szansę na boisku. Przez ostatnie sześć sezonów nie byłem rezerwowym dłużej niż przez dwa mecze, nie biorąc pod uwagę przerwy spowodowanej dłuższą kontuzją.
Nie są męczące tak częste przeprowadzki?
Przyzwyczaiłem się do tego. Mały problem pojawił się, kiedy przyszedł na świat mój syn i dwa lata temu, przechodząc do Miedzi Legnica, szukałem stabilizacji. W związku z tym podpisałem z Miedzą trzyletni kontrakt. Niestety pobyt w tym klubie nie wyglądał, tak jakbym sobie tego życzył i stąd kolejne przeprowadzki. Najpierw Dolan, gdzie miałem pewne miejsce w składzie. W Ząbkach zdążyłem się zadomowić i nagle o kolejnych przenosinach zadecydowały kwestie pozasportowe – na to, że rozpadł się klub, nie miałem żadnego wpływu… Musiałem szukać kolejnego klubu i można powiedzieć, pół żartem, pół serio, że jestem trochę piłkarskim włóczykijem.
W Chojniczance na cztery kolejki przed końcem sezonu przełamałeś się i po 18 miesiącach przerwy trafiłeś do siatki. Miałeś propozycję, aby zostać na Pomorzu?
Tak, miałem propozycję. Pozostanie w Chojnicach było dla mnie bardzo dobrym rozwiązaniem, jednak mam dziecko i wybrałem klub, z którego mam 15 kilometrów do domu. Dostałem ofertę z Bielska-Białej i jak mówię – więcej było za niż przeciw. Ponadto cenię trenera Dźwigałę, podobnie jak trenera Bartoszka, z którym świetnie mi się współpracowało w Chojnicach, jednak ten element powrotu blisko domu przeważył na mojej decyzji.

Trener Dźwigała, z którym współpracowałeś w Dolcanie Ząbki, przedstawił ci swoją wizję klubu i w związku z tym ponownie zdecydowałeś się na grę u tego szkoleniowca?
Na pewno trener Dźwigała też przekonał mnie do tego transferu. Nie przyszedłbym do Podbeskidzia, gdyby był tutaj trener, który nie widziałby mnie w podstawowej jedenastce. Sygnały o zainteresowaniu moją osobą w Bielsku-Białej pojawiły się już przed przyjściem trenera, jednak dopiero gdy drużynę objął Dźwigała dogadaliśmy się i przeniosłem się do Podbeskidzia. Na razie dostałem kredyt zaufania i myślę, że od początku sezonu udaje mi się go spłacać.
Mówisz, że miałeś propozycję pozostania w Chojnicach, pojawiały się sygnały z Bielska-Białej, a co z Miedzią. Od początku wiedziałeś, że nie ma szans na powrót do Legnicy?
W Legnicy, nie wiem dlaczego, trener Tarasiewicz nie widział mnie w składzie i nie chciał, żebym wrócił z wypożyczenia do klubu. Mimo, że w większości zespołów, w których przebywałem na wypożyczeniu, prosperowały lepiej od Miedzi i w większości tych zespołów byłem wiodącą postacią. Ale oczywiście nie mam pretensji do trenera Tarasiewicza, każdy może mieć swoją wizję klubu. Dlatego też rozwiązałem kontrakt z Miedzą, z czego bardzo się cieszę, gdyż z Podbeskidziem mogłem podpisać normalną umowę , a nie przechodzić na kolejne wypożyczenie.
Podbeskidzie jest twoim dziewiątym klubem w seniorskiej karierze. W którym grało ci się najlepiej, a z którego masz najgorsze wspomnienia?
Najlepszy moment w mojej przygodzie z piłką miałem w Rybniku. W 1. lidze zdobyłem wtedy 11 bramek i zaliczyłem około 10 asyst, także jak na pomocnika był to mój najlepszy sezon. Mimo takich wyników nie udało mi się przejść do ekstraklasy, ale nie ma sensu teraz zastanawiać się, dlaczego tak się stało. Czasami przecież zawodnicy, którzy strzelą 2 gole, trafiają do najwyższej klasy rozgrywkowej, a mi się to nie udało.
W Podbeskidziu liczy się tylko błyskawiczny powrót do ekstraklasy czy bierzecie pod uwagę inny scenariusz?
Jeżeli byśmy rozważalibyśmy inny scenariusz, wtedy z pewnością nie osiągnęlibyśmy naszego celu. Awans jest naszym priorytetem. Zresztą kto nie chciałby po spadku wrócić do ekstraklasy? Cała drużyna chce wygrać ligę. Mamy za sobą udany początek sezonu. Szkoda trochę remisu z Wigrami, bo byliśmy bliscy wygrania trzeciego spotkania z rzędu. W Bielsku-Białej wszystko jest podporządkowane pod awans i drużyna na pewno też jest na niego gotowa. Chwała tym zawodnikom, którzy zostali po spadku, że błyskawicznie potrafili dostosować się do trochę innego stylu grania w 1. lidze.
Myślisz, że kadra, którą w tej chwili dysponujecie, jest już gotowa na awans? Czasami w niektórych klubach np. w Arce Gdynia mówiło się o planie trzyletnim powrotu do ekstraklasy.
Wydaję mi się, że patrząc na ostatnie mecze, kadra jest gotowa, aby podołać wyzwaniu, jakim jest awans. Zawsze oczywiście potrzeba jak największej rywalizacji o miejsce w składzie, ale to już sprawa trenerów i działaczy i to oni zdecydują o ewentualnych wzmocnieniach. Mi się wydaje, że już teraz jesteśmy gotowi do awansu. Musimy tworzyć jedność i dawać z siebie 100% w każdym meczu i będziemy walczyć. Zresztą sam chyba wiesz, że w 1. lidze bez walki nie da się osiągnąć sukcesu, o czym przekonał się teraz Górnik Zabrze.
W najbliższej kolejce zmierzycie się na wyjeździe z Chrobrym Głogów. Na razie gra poza własnym terenem bardziej wam odpowiada.
Faktycznie tak to wygląda. W Bielsku-Białej jest nowy stadion oddany do użytku i długo czekaliśmy, aby na nim zagrać. Najpierw przegraliśmy w Pucharze Polski z Lechem, a wynik tego spotkania nie odzwierciedlał naszej gry. Mieliśmy okazje – najpierw żeby objąć prowadzenie, a później aby doprowadzić do wyrównania. Na wyjeździe zawsze gramy o pełną pulę. A co do meczów u siebie jesteśmy teraz jedną z większych marek w lidze i każdy zespół, przyjeżdżając na nowoczesny stadion do Bielska-Białej, będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony.
Wspomniałeś o przegranym 0:3 meczu pucharowym z Lechem. Jesteście bardzo rozczarowani tą porażką czy podchodzicie do tego – trudno przepadło, skupiamy się na lidze?
Na pewno jesteśmy rozczarowani. Pod koniec pierwszej połowy straciliśmy głupią bramkę ze stałego fragmentu gry, a gdyby był remis do przerwy, może ten mecz potoczyłby się inaczej. Ale wiadomo - nie ma co gdybać. Szkoda, że nie udało się awansować. Jednak dla nas samych i dla wszystkich związanych z klubem ważniejszy jest awans do ekstraklasy niż sukces w pucharze. Jak awansujemy, zagramy z Lechem w lidze i będzie okazja do rehabilitacji. W Pucharze mieliśmy szansę, żeby sprawić niespodziankę, bo Lech mógł być naszą najtrudniejszą przeszkodą, ale nie ma co do tego wracać.
Twoje tatuaże mają konkretną symbolikę?
Tak, tatuaże są związane są z moją rodzina. Wytatuowaną mam rączkę mojego syna oraz datę jego urodzin. Ponadto mam wytatuowane serce, które symbolizuje, że o tę rodzinę musiałem walczyć i na jest ona dla mnie najważniejsza, bo wiadomo że życie pisze różne scenariusze.
Rozmawiał Bartosz Cabaj