Niepokojące informacje docierały w ostatnim czasie z Bełchatowa. Dymisje członków rady nadzorczej i prezesa klubu wywołały masę spekulacji. Prezentujemy fragmenty ciekawego wywiadu z odchodzącym sternikiem PGE GKS Krzysztofem Nowickim. Całą rozmowę przeprowadzoną przez Kamila Haładaja i Macieja Wiśniewskiego można przeczytać na portalu belsport.pl.
Chodzą słuchy, że PGE GKS skończy jak Dolcan, co pan na to?
Na dzień dzisiejszy nie ma sytuacji, żebyśmy mieli patrzeć na naszą sytuację finansową na poziomie Dolcanu Ząbki. Dolcan zresztą to zupełnie wyjątkowa sytuacja, gdzie sponsor, choć chciał być z drużyną, utracił zdolność wydawania środków finansowych, z uwagi na swoją sytuację gospodarczą. W kontekście GKS nie ma o tym mowy, ponieważ mamy głównego sponsora, z którym współpracujemy. Do końca tego sezonu otrzymujemy środki i są one przeznaczane na bieżącą działalność, w tym na wynagrodzenia i opłacenie zobowiązań statutowych, które są konieczne do zrealizowania. Trzeba jednak powiedzieć otwarcie, że z wieloma wieloletnimi sponsorami w ostatnich miesiącach skończyły lub kończą nam się umowy. Mówię tutaj o spółkach Grupy Kapitałowej PGE. Już w grudniu rozpoczęliśmy rozmowy o kontynuacji współpracy. Taka wola jest, natomiast są ograniczenia, wynikające z przyjętej polityki Grupy. Wobec spółek stawiane są zadania, w tym optymalizacja kosztów. To prowadzi do tego, że rozmowy w tej chwili mają trudniejszy charakter, niż kiedyś.
I nie wiadomo, czy te pieniądze będą, a fundusze ze spółek, to ważna pozycja w budżecie klubu…
Trzeba powiedzieć zupełnie otwarcie, że Grupa i jej spółki w sezonie 2012/2013 spowodowały, że klub może dalej funkcjonować. W 2013 klub został wsparty przez wiele podmiotów, co było widać, w pojawieniu się tych sponsorów na stadionie, czy na strojach piłkarzy. Sytuacja została wtedy ustabilizowana. Oczekiwaniem Grupy PGE jest, aby sponsorowany przez nią podmiot był stabilny, o ułożonych relacjach gospodarczych, odpowiedzialnie wydający środki finansowe.
Do tej pory GKS nie wydawał pieniędzy odpowiedzialnie?
Zakładam, że do 30 marca zostanie mi przedstawiony, zlecony przez GKS Bełchatów, raport, będący analizą tego, w jaki sposób środki były wydatkowane w latach 2013-2015, czyli w dwóch poprzednich sezonach. Wnioski pokontrolne odpowiedzą, czy ta polityka była prowadzona prawidłowo, czy można było dokonać innych działań.
Ma pan jakieś zarzuty wobec poprzednich władz?
Gdybym miał zarzuty, to bym poszedł do prokuratury. Mówię tylko, że ja na pewno bym nie wydał więcej pieniędzy niż ich mam. Kiedy zostałem prezesem GKS na początku lipca 2015 roku podjąłem szereg decyzji, które miały na celu ustabilizowanie sytuacji sportowej. W związku ze spadkiem z Ekstraklasy do 10 lipca 2015 klub mógł skorzystać z nowych przepisów PZPN, które pozwalały na rozwiązanie kontraktów z zawodnikami, z którymi nie chcieliśmy kontynuować współpracy. Złożyliśmy takie oświadczenie w stosunku do ośmiu zawodników, z uwagi na wysokość ich kontraktów i niemożliwość ich przenegocjowania na niższe. Ten ruch pozwolił na to, że w sezonie 2015/2016 klub nie wydał 1,5 mln zł na wynagrodzenia dla tych piłkarzy. Oczywiście w pewnym sensie wpływało to na sytuację sportową. Przynajmniej dwóch, trzech, to zawodnicy, z którymi można było budować wizję drużyny na I ligę. Natomiast poza tym, że jest to klub sportowy, to jest to jeszcze spółka akcyjna i nie może ona wydawać więcej środków niż posiada. Z planu budżetu wynikało, że nas po prostu na to nie stać.
I w klubie zaczęły się cięcia…
Postawiłem zadanie, że nie możemy oczekiwać wyłącznie środków zewnętrznych, ale też musimy znaleźć optymalizację kosztów w klubie. Udało się znaleźć oszczędności na poziomie 60-80 tys. zł miesięcznie. W perspektywie roku to jest prawie milion zł. Do tego zoptymalizowaliśmy wysokości środków finansowych, wydatkowanych na wynagrodzenia zawodników i kadr trenerskich. W tej chwili, w stosunku, do tego, co było w sezonie poprzednim, wypłacanych jest poniżej 50 proc. wartości wynagrodzeń, zawodnikom i kadrze. Mogę powiedzieć, że jest to ok. 3,6 mln zł mniej wypłacane z tytułu wynagrodzeń.
Wróćmy do Dolcanu i oferty pomocy temu klubowi, którą pan złożył i jednocześnie słynnego już pańskiego wpisu na Facebooku. Czemu to miało służyć, bo wprowadziło tylko zamieszanie?
Nasza pomoc zadeklarowana na poziomie 5 tys. zł dla Dolcanu Ząbki, pojawiła się w momencie, kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy, z jedynego wiarygodnego źródła, a nie doniesień medialnych, że Dolcan rozważa możliwość wycofania się z rozgrywek. Dolcan grał fajną piłkę, z dobrą proporcją zawodników młodych i doświadczonych. Słyszeliśmy, że brakuje im ok. 300 tys. zł do dokończenia rundy. Gdyby inne kluby z I ligi i Ekstraklasy położyły na stole taką samą kwotę 5 tys. zł, która jest dla wielu może znacząca, ale dla wielu potentatów ekstraklasowych jest symboliczna, to pozwoliłoby to Dolcanowi dograć sezon. Taka była moja intencja. Pojawiły się oczywiście takie informacje, że skoro jesteśmy tacy bogaci, to czemu tyle się mówi o problemach GKS. Chciałem tą drugą informacją zwrócić uwagę, że nie przekreślam, że GKS może być w trudnej sytuacji finansowej. Może być, jeżeli w perspektywie miesiąca, dwóch nie zostaną doprowadzone do podpisania kontrakty ze spółkami zależnymi Grupy. Jeżeli nie będzie pogłębionego zaangażowania ze strony miasta, to kłopoty finansowe w GKS Bełchatów jeszcze będą. One nie wynikają z tego sezonu, tylko z tego faktu, że środkami budżetowymi z tego sezonu spłacaliśmy zadłużenia, które powstały w latach poprzednich. To była wartość nie mniej niż 50 proc. budżetu na sezon 2015/2016. Zderzyliśmy się więc ze ścianą. To mówią liczby.
Czyli jednak GKS potrzebuje pomocy…
Moim celem było, żeby klub na zakończenie sezonu nie posiadał zadłużenia. Pomimo restrukturyzacji i obcinania kosztów, tych środków nam ciągle brakuje. Dlatego pomoc będzie nam potrzebna. Ona jest niezbędna i o nią apeluję. Ale jest to spółka, która ma poukładane finanse. Każdy, kto przyjdzie tutaj po mnie, nie będzie zaskoczony tym, jaki jest budżet klubu. Najwyższe zobowiązania, które są, dotyczą kadry zawodniczej. Przenegocjowałem wszystkie kontrakty. Żaden z zawodników nie posiada takich klauzul, które by były zaskoczeniem dla nowych władz. Jestem w stanie powiedzieć jaka jest kwota niezbędna, żeby klub zakończył sezon na zero. Tego w latach poprzednich nie było. Każdorazowo budżet był przekraczany. Teraz budżet założony, będzie budżetem zrealizowanym. Ale spłata zaległości z lat poprzednich powoduje, że pewnych środków na bieżącą działalność brakuje. Tutaj jest konieczna pomoc miasta, właścicieli i innych podmiotów.
Umowa z PGE obowiązuje do 30 czerwca. Co dalej?
Już w grudniu została złożona oferta do PGE. Osobiście miałem okazję rozmawiać z prezesem Woszczykiem. Oczywiście nie składał deklaracji, bo to są decyzje o charakterze korporacyjnym, ale wykazał się znakomitym zrozumieniem naszych potrzeb. Z kontekstu tej rozmowy wynikało, że nie jest zagrożona obecność PGE w GKS Bełchatów. Jej wymiar zależy od wielu czynników. Mamy jeszcze kilka miesięcy. To są rozmowy, które nie powinny odbywać się przez prasę. GKS jest istotnym elementem społecznej odpowiedzialności Grupy, co przekazywałem też członkom rady nadzorczej PGE. Te sygnały są przyjmowane z akceptacją. To naprawdę jest znakomita wizytówka Grupy.
To skoro jest tak dobrze, to dlaczego złożył pan rezygnację ze stanowiska prezesa?
23 grudnia 2015 roku zostałem powołany na stanowisko wiceprezesa PGE GiEK SA. Dzisiaj już nie pełnię tej funkcji, ale rada nadzorcza wyraziła mi wówczas zgodę na piastowanie stanowiska prezesa GKS tylko do 30 czerwca 2016 roku. Granica czasowa i tak była wyznaczona. Stało się tak, że na początku marca zostałem odwołany z funkcji w PGE GiEK S.A. Wynikają z tego rzeczy zupełnie naturalne, takie jak kwestia zmiany miejsca, gdzie będę realizował swoje życie. Decydująca jest kwestia osobista. Nie zostawiam jednak klubu z dnia na dzień. Wszystkie sprawy są przygotowane, np. z kwestią licencji na kolejny sezon i nowy zarząd nie zastanie żadnych zaniedbań. Jeżeli klub podpisze kontrakt z PGE na kolejne lata, nie widzę istotnych zagrożeń dla funkcjonowania GKS.
Dymisje członków rady nadzorczej nie miały na pańską decyzję żadnego znaczenia?
Rada nadzorcza jest odrębnym organem, nie chcę komentować decyzji jej członków. To zupełnie niezależne od siebie kwestie. Od teraz będę poza Grupą PGE, co w oczywisty sposób będzie utrudniało mi działanie. Proszę też sobie wyobrazić, że w krótkim czasie podejmuję działalność zawodową i się okazuje, że nie mogę realizować zobowiązań wobec klubu. Zachowałbym się niepoważnie.
Rozumiemy, że finanse nie pozwalają szaleć na rynku transferowym, ale jest sporo wolnych piłkarzy, a PGE GKS pozyskał tylko dwóch graczy zimą. Mało, w kontekście kłopotów, zwłaszcza w linii ataku.
Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób dokonywaliśmy weryfikacji zawodników przychodzących do klubu. O tym, czy zaczniemy rozmowy decydowała surowa ocena sportowa i medyczna. Do finansowej dyskusji przystępowaliśmy, dopiero, kiedy zawodnicy przechodzili dwie pierwsze weryfikacje. Jeżeli nie przechodzili, nie siadaliśmy w ogóle do rozmów.
Rozpoczynając pracę w lipcu, z Jackiem Krzynówkiem, Rafałem Ulatowskim, zakładaliście plan trzyletni, w kontekście powrotu do Ekstraklasy. On jest aktualny?
Przy stabilizacji finansowo-organizacyjnej GKS, wierzę, że w roku swego czterdziestolecia (2017 – przyp. red.] powinien być klubem, który będzie świętował awans. Chyba, że spadną Górnik i Wisła, to będzie bardzo trudno [śmiech].
Polecamy całą rozmowę dostępną na portalu belsport.pl:
część 1 i część 2
Rozmawiali: Maciej Wiśniewski i Kamil Haładaj (belsport.pl)