W swojej dotychczasowej karierze występował aż w dziesięciu różnych klubach, a obecnie po raz drugi reprezentuje barwy Sandecji Nowy Sącz. Wojciech Trochim w wywiadzie dla 1liganews opowiedział o przeszłości, ocenił bieżący sezon, a także przyznał, jaki wpływ na jego karierę ma rodzina.
W 2016 roku w 12 meczach zdobyliście 23 punkty i w tabeli wiosny ustępujecie miejsca tylko Arce Gdynia. Spodziewałeś się aż tak dobrych wyników w waszym wykonaniu?
Nikt się tego nie spodziewał, że w tej rundzie będziemy osiągali tak dobre wyniki. Wiosną gra się o dwa spotkania mniej niż jesienią. My mieliśmy cel, którym było utrzymanie i dążyliśmy do jego realizacji. Wiadomo, troszkę szczęścia było potrzebne, nabraliśmy również pewności siebie i takie rezultaty, które obecnie osiągamy, wszystkich satysfakcjonują.
Na wiosnę z 20 trafieniami jesteście jedną z najskuteczniejszych drużyn w I lidze. Ponadto aż trzykrotnie zdobyliście 4 bramki w meczu. Skąd wynika tak dobra skuteczność?
Wynika to z naszej gry zespołowej. Wszyscy razem pracujemy w obronie, z kolei w ataku jesteśmy kreatywni i przede wszystkim wykorzystujemy okazje, które sobie stwarzamy. Mamy dobry zespół, jeżeli chodzi o kolektyw, a nasze wyniki i liczba zdobytych bramek tylko to potwierdzają.
Wcześniej przez półtora sezonu występowałeś w Sandecji – wiosną 2010/11 i w rozgrywkach 2011/12. Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jaka jest twoja ocena decyzji o ponownej przeprowadzce do Nowego Sącza?
W Nowy Sączu założyłem rodzinę i tutaj jest moje miejsce docelowe, gdzie chciałbym mieszkać. W tym mieście mam dom rodzinny i to właśnie sytuacja rodzinna zmusiła mnie do powrotu. A czy dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki? Myślę, że to nieprawda. Ostatni czas spędzony tutaj zaliczam do udanych, a wcześniej bywało różnie. Jestem zadowolony z tego, że gram regularnie, pomagam drużynie. Pozostały jeszcze trzy mecze i chcemy zająć jak najwyższą lokatę na koniec sezonu.
Po powrocie do Sandecji strzeliłeś dwa gole i zanotowałeś trzy asysty. Liczysz, że poprawisz jeszcze te statystki w meczach kończących sezon?
W rundzie jesiennej w GKS-ie Katowice nie zdobyłem żadnej bramki w lidze i tylko jedną w pucharze. Miałem też chyba dwie asysty. Ogólnie ten sezon jeśli chodzi o statystyki nie jest dla mnie najlepszy, ale też mogło być gorzej. W Sandecji jest lepiej. Pozostały jeszcze trzy mecze i może uda się jeszcze coś dorzucić do swojego konta lub też wypracować gole dla kolegów, bo w naszej drużynie ma kto je strzelać.
Dzięki triumfowi z GKS-em Bełchatów utrzymaliście się w I lidze. Świętowaliście jakoś ten sukces? Czuć było ulgę w szatni, że cel na sezon udało się zrealizować?
Tak. Przed każdym meczem nakręcało nas to, żeby zrealizować nasz cel jak najszybciej. W meczu z GKS-em Bełchatów w przerwie musieliśmy zmienić swoje założenia taktyczne. Nie ukrywam, że przyjezdni zaskoczyli nas trochę swoją grą. Jednak w drugiej połowie było już zdecydowanie lepiej, w przeciągu kilku minut mieliśmy trzy-cztery sytuacje i po tym się poznaje klasowy zespół. Potrafiliśmy skorygować nasze ustawienie, poprawić błędy i wygraliśmy ważny mecz. Ciśnienie zeszło z całej drużyny, ale oczywiście dalej mamy o co walczyć. Piąte miejsce jest w naszym zasięgu, ale nie ma co się nakręcać, przecież przed chwilą martwiliśmy się o to, aby pozostać w pierwszej lidze.
Mówisz, że ciśnienie zeszło. Jaki macie pomysł na te pozostałe spotkania, żeby się nie rozprężyć? Trener Radosław Mroczkowski musi was jakoś specjalnie motywować?
Nie trzeba nas motywować. Mamy dobry, doświadczony zespół i każdy będzie grał do samego końca. Pozostały trzy mecze, w których chcemy zdobyć jak najwięcej punktów. Cały czas wyrabiamy sobie szacunek na następny sezon. Musimy pokazać innym drużynom, że z nami nie ma łatwych meczów, ani łatwo zdobytych punktów. Dlatego też zrobimy wszystko, żeby w tej końcówce sezonu pokazać się z jak najlepszej strony i zdobyć komplet oczek.
Obecnie do GKS-u Katowice tracicie tylko 1 punkt. Miałbyś satysfakcje, gdybyście skończyli ligę przed GieKSą, w której występowałeś jesienią ubiegłego roku?
Nie, nie patrzę na to. Nie zwracam na to uwagi. My mamy swoje mecze, oni swoje i każdy skupia się na dokończeniu tych rozgrywek w jak najlepszym stylu. A jak ułoży się tabela, okaże się po 34. kolejce.
Na wiosnę wszystkie mecze rozpocząłeś w pierwszym składzie, ale tylko 3 z 11 zagrałeś w pełnym wymiarze czasowym. Brakuje trochę „paliwa” na końcówki spotkań?
Nie, teraz w przeciągu ośmiu dni zagrałem w trzech meczach po 90 minut. Nie brakuje mi zdrowia, jestem dobrze przygotowany. Zimą ciężko pracowałem, a w poprzednich meczach trener podejmował takie decyzje, które wynikały z wielu kwestii związanych z taktyką.
W sezonie 2012/13 występowałeś w I-ligowym Kolejarzu Stróże, gdzie zagrałeś w 33 meczach ligowych, notując przy tym osiem trafień. To był najlepszy okres w twojej dotychczasowej karierze?
Pod względem statystycznym na pewno najlepszy. Jak na ofensywnego pomocnika strzeliłem sporo goli, miałem także dużo asyst. W Kolejarzu to był dobry sezon, ale chyba nie najlepszy w ogóle. Również dobrze prezentowałem się w Warcie Poznań. Teraz też jest to niezły sezon w moim wykonaniu, ale oczywiście myślę, że może być jeszcze lepiej. W kolejnym sezonie postaram się poprawić swoje wyniki.
Ogólnie w seniorskiej karierze reprezentowałeś już barwy 10 zespołów, wielokrotnie przebywając na wypożyczeniach. Nie było to męczące czy też frustrujące tak często przenosić się po całej Polsce?
Na pewno częste przeprowadzki były męczące, ale dzięki temu nabrałem mnóstwo doświadczenia sportowego i życiowego. Nie da się tego wyćwiczyć – trzeba to przeżyć, mi się udało i nie żałuję. Pomogło mi to w ułożeniu i ustatkowaniu się. Zobaczymy co będzie dalej, teraz skupiam się na dograniu sezonu w Sandecji.
W jednym z wywiadów wspomniałeś, że dopiero będąc w Podbeskidziu, po rozmowie z Leszkiem Ojrzyńskim, zacząłeś w pełni profesjonalnie podchodzić do swojego zawodu. To był najlepszy z trenerów, z którym pracowałeś? Najwięcej mu zawdzięczasz?
Byli też inni trenerzy, którzy mi pomogli w życiu. Trener Marcin Sasal, pracujący obecnie w Pogoni Siedlce, pomógł mi, gdy byłem młody na początku mojej przygody z piłką. Z trenerem Ojrzyńskim dużo rozmawiałem, zmienił on moje podejście do futbolu.
Na czym polegała zmiana podejścia w twoim przypadku?
Moje życie prywatne było dosyć skomplikowane. Uległo to zmianie, gdy założyłem rodzinę i przyszedł na świat mój syn. Uświadomiłem sobie, że rodzina i piłka to dwa najważniejsze elementy w moim życiu, a inne rzeczy mnie nie interesują. Ja już swoje w życiu przeżyłem, nie zamierzam się tym chwalić, ale z pewnością teraz w końcu ustabilizowałem swoją sytuację. Mam 27 lat i jeszcze sporo lat grania przede mną i postaram się osiągnąć jeszcze więcej.
Na razie masz 144 występy w I lidze, dziś pewnie będzie 145. Chcesz dalej poprawiać ten licznik czy też twoim celem są przenosiny do ekstraklasy?
Tyle tych spotkań już się nazbierało? (śmiech) Faktycznie trochę tych meczów mam już na koncie. W I lidze zacząłem grać w młodym wieku. Oczywiście każdy zawodnik chce grać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Chcąc to osiągnąć, muszę jak najlepiej prezentować się na boisku. Może znajdzie się jakiś odważny trener, który da mi szanse. Ja ze swojej strony staram się dawać z siebie 100%. Jak się nie uda, to postaram się wywalczyć awans z którymś z pierwszoligowych zespołów. Na pewno jest to moje marzenie, ale to zależy już nie tylko ode mnie.
Do ekstraklasy awans wywalczyły Arka Gdynia oraz Wisła Płock. Twoim zdaniem były to dwie najlepsze drużyny tego sezonu?
Arka bezapelacyjnie zasłużyła na awans. W przekroju całego sezonu była zdecydowanie najlepszym zespołem. Wiadomo, że każdy zespół ma kryzys, a Arka poradziła sobie z nim wyjątkowo szybko. Wisła w mojej opinii miała dłuższy kryzys w tej rundzie. Nie grała aż tak dobrze jak w pierwszej części sezonu, ale chwała piłkarzom z Płocka za to, że awansowali. Przypieczętowali to wczoraj wysokim zwycięstwem nad Zawiszą. Na pewno trzeba pogratulować obu drużynom, zasłużyły one na awans.
Z Sandecją podpisałeś półroczny kontrakt. Masz już jakieś plany na to, co wydarzy się po zakończeniu sezonu?
Nie wiem. Nie zajmuję się tymi sprawami. Mamy trzy mecze do końca sezonu i chcemy wywalczyć jak najwyższe miejsce. W Sandecji kończy mi się umowa i po zakończeniu rozgrywek na pewno wraz z działaczami będzie okazja usiąść i porozmawiać i wówczas okaże się co dalej. Jednak na ten moment jeszcze o tym nie myślę.
Rozmawiał Bartosz Cabaj