Piłkarsko ukształtował się w Niemczech, ale wybrał grę w juniorskiej reprezentacji Polski i naszej I lidze. W przeciwieństwie do młodszego brata, który wybrał kadrę naszych zachodnich sąsiadów. O swojej karierze opowiada Chris Jastrzembski z Drutex-Bytovii.
Chris Jastrzembski piłkarz roku 2015 według kibiców w ankiecie dla strony oficjalnej. Czy się z tym zgodzisz?
Nie miałem szansy, aby dużo czasu spędzić na boisku i wiele nie grałem. Mnie też trochę to zaskoczyło, jak zobaczyłem to na Facebooku i stronie oficjalnej, kiedy udostępniali to moi koledzy, nawet rodzice. Sam na siebie bym nie zagłosował, ale bardzo jestem z tego dumny i cieszę się, że kibice tak uznali. Cieszę się, że trafiło akurat na mnie.
Masz wielu fanów w Bytowie?
Jestem otwartą osobą. Kiedy ktoś podejdzie do mnie na mieście, zapyta o mecz to normalnie z nimi rozmawiam, nie jakoś z góry. Z każdym utrzymuje kontakt. Cieszę się, że kibice mnie tutaj szanują.
Słyszałem, że na treningi juniorów często dowoził cię dziadek. Jak wspominasz tamte czasy?
Mój świętej pamięci dziadek Mieczysław zawsze mnie dowoził, kiedy tata lub mama nie mieli czasu na treningi do Hamburga, który był 120 km od domu. Dużo czasu razem spędziliśmy m.in. w aucie, także jak nie grałem w Hamburgu, tylko potem w Kilonii. Dużą jego zasługą jest to, że jestem tu gdzie jestem, bo tam [w Hamburgu i Kilonii – przyp. red.] wykształciły się moje umiejętności. Bardzo dużo mu zawdzięczam. Dużo było także mojej ciężkiej pracy oraz taty, który za młodych lat mnie zawsze trenował i starszego brata, który również zawsze mnie ćwiczył. Oczywiście dziadek także ma bardzo dużą zasługę w tym, że jestem tutaj.
Opowiedz trochę o szkoleniu w juniorach w Niemczech. Jak to wyglądało?
Nie zapowiadałem się na gwiazdę lub że trafię do profesjonalnej piłki. Początkowo grałem w mniejszym klubie: TSV Kropp, którego seniorska drużyna gra w piątej lidze. Następnie trafiłem do FC Haddeby, ponieważ byli oni w juniorach lepszym zespołem i często wygrywali. Potem zostałem zaproszony na testy do Hamburgera SV, było to, kiedy miałem zaledwie 10 czy 11 lat. Pojechaliśmy tam z tatą. Spośród 150 dzieci wybrali właśnie mnie i trzech innych. Wtedy mieliśmy okazję trenować z drużyną juniorską. Z tej czwórki zdołałem jako jedyny przebić się do drużyny. Grałem cztery lata w Hamburgu. Wtedy razem z rodzicami uznałem, że to nie idzie w parze ze szkołą, więc przeniosłem się do Kilonii, ponieważ jest ona o 50 km bliżej. Rodzice zdecydowali, że nie tylko piłka, ale trzeba mieć także drugie rozwiązanie. Bardzo dużą wagę przykładali do tego, abym bardzo dobrze radził sobie w szkole.
Czy kiedy trenowałeś w juniorach Hamburga to np. w klubowej stołówce spotkałeś znanych piłkarzy?
Tak. Mieliśmy wspólną wigilię klubową, spotkania z zawodnikami. Pamiętam, kiedy mieliśmy wspólną kolację, wówczas kapitanem HSV był Rafael van der Vaart, byli też Jerome Boateng, David Jarolim i Vincent Kompany, który teraz jest kapitanem Manchesteru City. Zrobiło to na mnie bardzo duże wrażenie, bo są to gwiazdy, a jednak nie zachowywali się jak gwiazdy, tylko normalnie traktowali nawet juniorów, a nie z góry.
Szkoliłeś się w Niemczech. Co skłoniło ciebie do tego, aby przyjechać do Polski i tutaj poszukać swojej szansy?
Miałem propozycje z klubów niemieckich. Ale jak dowiedziałem się o ofercie z Bytovii przez trenera Rafała Janasa, który był także szkoleniowcem w kadrze młodzieżowej to pomyślałem, że będzie to bardzo dobra szansa do ogrania się w seniorskiej piłce. Chciałem zrobić tutaj pierwsze kroki, bo jak miałbym trafić do bardzo dobrego klubu i grać tylko w rezerwach to nie byłoby to moim marzeniem. Pomyślałem, że I liga jest w sam raz, aby zrobić pierwsze kroki. Nie żałuje tego wyboru.
Na początku trudno byłoby zrobić karierę w Niemczech. Wiadomo, że epizod juniorski jest innym wyznacznikiem niż granie w seniorach. W Polsce nauczyłem się grać jeszcze bardziej siłowo i przede wszystkim szybko. To jest bardzo wydolnościowa gra, bardzo fizyczna. Tym różni się od gry w Niemczech, ale myślę, że tutaj miałem bardzo udany okres.
Czy odczułeś inny sposób grania porównując niemiecki do tego z zaplecza polskiej ekstraklasy?
Tak, w Niemczech gra się bardzo dużo piłką, nie tak siłowo i też tyle się nie biega. Ale piłka szybciej krąży niż w Polsce. Może niekoniecznie wszędzie, ale z moich doświadczeń wynika, że w Polsce jest wolniejszy sposób grania.
Grałeś w juniorskich reprezentacjach Polski, obecnie twój brat próbuje swoich sił w juniorskich reprezentacjach Niemiec. Skąd taki rozłam?
Była o tym bardzo duża dyskusja na całą Polskę. Nawet Zbigniew Boniek zainteresował się tym. Powiedziałem, że byłbym za tym, żeby grał dla Polski, podobnie jak rodzice, bo zostaliśmy tak wychowani. Mój brat zadecydował jednak inaczej. Szanujemy jego decyzję. W ogóle nie ma żadnego nacisku, że musi grać dla Polski czy Niemiec. On tak zadecydował. Czy będzie to słuszna decyzja czy nie to okaże się w najbliższych latach.
A jak myślisz dlaczego podjął taką decyzję, szczególnie, że grał w juniorach U-15 reprezentacji Polski?
Nie mówi nawet dobrze po polsku. Miał raczej kolegów niemieckich. Gdzie ja i mój starszy brat mieliśmy wielu Polaków pośród kolegów. Z rodzicami także nie rozmawia po polsku, tak jak ja czy mój starszy brat, tylko po niemiecku. Jeśli czuje, że jest bardziej Niemcem niż Polakiem, to niech gra dla Niemiec.
Czy jakoś go przekonywałeś, żeby grał z orzełkiem na piersi?
Bardziej rodzice, bo oni byliby bardziej dumni z tego, że grałby z orzełkiem na piersi niż niemieckim adlerem [orłem – przyp. red.], ale taką podjął decyzję i czy mu się uda czy nie to czas pokaże.
Czy gdybyś miał możliwość zagrania w reprezentacji Niemiec nadal wybrałbyś Polskę?
Na 100% tak. Oczywiście trzeba na bieżąco zadecydować. Teraz tak można mówić, ale jakby oferta wpadła to też człowiek najpierw pomyślałby i wtedy zadecydował. Raczej czuję się Polakiem niż Niemcem. Taką mam mentalność.
Niektórzy kreują już was na drugich Boatengów. Czy widzisz was w przyszłości stających naprzeciwko siebie, ty w reprezentacji Polski, a twój brat w reprezentacji Niemiec?
Rodzice już taki scenariusz rozważali. To byłoby idealne rozwiązanie. Byłbym bardzo z tego dumny. Moim marzeniem jest zagrać dla pierwszej reprezentacji. Wiem, że muszę jeszcze wiele poprawić w mojej grze, ale nadzieję można mieć.
Czyli liczysz na braterski pojedynek?
Tak. Nawet nie międzypaństwowy, pomiędzy reprezentacjami. Chętnie zmierzyłbym siły z bratem, nawet na płaszczyźnie klubowej.
Ostatnio twoja kariera trochę przyhamowała. Czy czujesz, że obecnie czas ci ucieka?
Jeszcze nie miałem wstępnych rozmów ani o przedłużeniu, ani o tym żebym odszedł. Zobaczymy. Na razie koncentruje się na grze w Bytovii, żeby jak najlepiej się pokazać. Mam umowę do 30 czerwca, a co stanie się potem, nad tym w tej chwili w ogóle się nie zastanawiam. To jest praca mojego menadżera i taty, który cały czas służy mi jako doradca. Nie zastanawiam się nad tym. Zostało jeszcze sześć kolejek [rozmawialiśmy przed meczem z Zagłębiem Sosnowiec – przyp. red.] i mam nadzieję, że jeszcze dostanę dużo czasu do gry.
Byłeś pierwszym wyborem u trenera Janasa, teraz jesteś regularnie pomijany przez trenera Kafarskiego. Czy ciąży Tobie ta sytuacja?
Nie. Głowę mam nastawioną wyłącznie na pracę i wiem, że prędzej czy później będzie ona owocowała na boisku. A czy dostanę szansę czy nie to już nie zależy ode mnie, lecz czy ją wykorzystam to już jest w moich rękach. Czuję się na siłach, aby pomóc drużynie. Jestem zawsze gotowy.
Jesteś młodym zawodnikiem, zapewne nie jest szczytem twoich marzeń granie w IV-ligowych rezerwach?
Najważniejsza jest regularna gra. Trzeba w każdym meczu dać z siebie wszystko, nieważne czy jest to na boiskach I- czy IV-ligowych. Myślę, że wyniki rezerw pokazują, że nie gra się tam za karę tylko chłopacy cieszą się z gry. Widać to, jeśli ktoś przychodzi i patrz na mecze rezerw.
Czy jesteś teraz na tyle dobrze przygotowany, aby wnieść dużo do gry pierwszego zespołu?
Myślę, że tak, ale zweryfikowałoby to boisko. Trudno teraz mówić i gdybać. Jestem osobą, która woli mniej gadać, a więcej świadczyć o sobie czynami. Gdy dostanę szansę okaże się czy mogę wnieść dużo czy nie.
Jak oceniłbyś współpracę z trenerem Kafarskim?
Wiele się od niego nauczyłem. Zawsze daje mi dobre wskazówki. Chciałbym więcej grać, ale to nie zależy ode mnie. Mam nadzieję, że dostanę jeszcze szansę, by się pokazać. Wiem, że muszę na to ciężko pracować. Myślę, że trener to dostrzeże i prędzej czy później dostanę szansę.
Zaczynałeś u trenera Janasa. Gdybyś miał zestawić dwa sposoby na trenowanie, to z kim lepiej ci się pracowało?
Każdy trener ma inny sposób szkolenia. Zarówno trener Janas, jak i trener Kafarski bardzo wiele mnie nauczyli. Myślę, że przy nich obu rozwinąłem się. Nie tylko taktycznie. Zmienił się mój sposób myślenia. Nie można tego porównać, bo jeden trener ma inne cechy i drugi ma inne. Obaj są bardzo dobrymi szkoleniowcami.
Czy nie masz za złe trenerowi Kafarskiemu, że mimo ożywienia jakie wprowadzasz do gry, kiedy pojawiasz się na boisku, on na ciebie nie stawia i nie jesteś nawet na ławce rezerwowych?
Nie. Nie mogę mieć tego nikomu za złe, bo wyniki są bardzo dobre jak na warunki Drutex-Bytovii. Pokazuje to, że stosuje często skuteczne metody. Decyzje są zrozumiałe, ale chciałbym częściej grać. Jednak nie mnie oceniać pracę trenera.
Czy zostaniesz w Bytowie? Czy rozważasz odejście?
Jestem bardzo szczęśliwy w Bytowie. Robię to co lubię. Dodatkowo Drutex jest bardzo dobrym sponsorem nie tylko finansowym. Co roku widać jak dużo dzieje się tutaj organizacyjnie. Nie rozważam tego czy muszę odejść czy zostać. Zobaczymy jak po ostatnich sześciu kolejkach rozwinie się moja sytuacja. Wtedy będziemy rozmawiać i zostanie podjęta decyzja.
Jak oceniłbyś półtora roku spędzone w Bytowie? Czy bardzo rozwinąłeś się piłkarsko przez ten czas?
Nie tylko jako piłkarz, ale też jako osoba. Charakter kształtowało to, że mieszkam z daleka od rodziny. Już wiem, że w piłce cechy wolicjonalne są bardzo ważne. Przede wszystkim I liga jest bardzo fizyczna. Każdy przeciwnik bez względu na to czy jest to Arka Gdynia, która gra super rundę czy Rozwój Katowice, który jest na dole tabeli. Każdy przeciwnik wymaga 100%, nie tylko koncentracji, ale także siły i wkładu do każdego meczu.
Rozmawiał Krystian Błank, bytoviahpu.pl
Cała rozmowa na stronie bytoviahpu.pl