Drugi sezon Drutex-Bytovii na poziomie 1. ligi był znacznie bardziej udany od debiutanckiego. Podopieczni Tomasza Kafarskiego ponieśli tylko osiem porażek (mniej miała jedynie Arka) i zakonczyli rozgrywki na ósmym miejscu. Krystian Błank z redakcji strony bytoviahpu.pl wystawił indywidualne cenzurki niektórym zawodnikom.
Piłkarz rundy jesiennej: Bartłomiej Poczobut
Kiedy Bartek przychodził do ekipy Tomasza Kafarskiego, nikt go nie znał. Nie miał znanego nazwiska czy ogromnego doświadczenia. Pokazał się jednak z dobrej strony i rozegrał świetną rundę jesienną. Idealnie wpasował się w taktykę naszego szkoleniowca. Szczególnie mogły podobać się jego umiejętności gry w środku pola – blokowanie rywali, utrzymywanie się przy piłce mimo ich ataków i dokładne podania do kolegów z drużyny. Zapewne jego dobra forma skłoniła bytowskich działaczy do wykupienia Poczobuta w przerwie zimowej z Gwardii Koszalin. Wiosna w jego wykonaniu była trochę słabsza, nie błyszczał już tak jak jesienią. Przeplatał lepsze występy ze słabszymi.
Piłkarz rundy wiosennej: Omar Monterde
Gdy Omar dołączył do ekipy czarno-biało-czerwonych liczyłem, że przełamie „bytowską klątwę obcokrajowców”. Już podczas sparingu z Kotwicą Kołobrzeg, kiedy po raz pierwszy widziałem Hiszpana w akcji, spodobała mi się jego technika i sposób, w jaki rozgrywał piłkę. Okazało się, że nie był to typ zawodnika, który po bardzo udanym okresie przygotowawczym, gubi się i nie potrafi wykorzystać możliwości w spotkaniach o punkty. Omar pokazał, że może decydować o losach meczu. Jego wypieszczone i dokładne podania do kolegów sprawiały niemałe trudności rywalom. Największy popis dał w meczu z Zawiszą Bydgoszcz, który głównie dzięki niemu udało się wygrać. Wystawiliśmy mu wówczas jedną z najwyższych not w historii naszych pomeczowych ocen: aż 8,5. Pod koniec sezonu nieco przygasł, ale nadal prezentował niezły poziom.
Największa metamorfoza: Marek Opałacz
Jeśli przypomnimy sobie Opałacza z rundy jesiennej to staje nam przed oczami obraz zawodnika, który bardzo często łapał niepotrzebne kartki. Grał ostro i musiał często pauzować. Wiosną odżył. Nie przypominał swojej starej wersji. Fantastycznie oskrzydlał akcje, jego dryblingi nieraz napędziły stracha obrońcom rywali. W defensywie także prezentował się nieźle. Nie grał już tak ostro i nie łapał tylu kartek. Chociaż wszyscy zapewne pamiętamy mecz w Gdyni, gdzie powinien wylecieć z boiska, zasłużył na co najmniej trzy żółte kartoniki, a obejrzał tylko jeden.
Najbardziej niedoceniony przez trenera: Artur Formela
Po bardzo udanej rundzie jesiennej wiosną Artur wylądował na ławce rezerwowych, a w niektórych meczach nawet poza kadrą meczową. Czterokrotnie wchodził z ławki po zimowej przerwie i zdobył jedną bramkę. Nie można było mu odmówić waleczności i chęci do gry. Zawsze, kiedy pojawiał się na boisku, wnosił lekkie ożywienie do gry zespołu. Formela ma zadziwiającą umiejętność znajdowania się w sytuacjach dogodnych do zdobycia bramki, które często sam sobie wypracowuje. Dziwne, że 28-latek tak rzadko pojawiał się na boisku, szczególnie że jesienią grał dobrze.
Najbardziej niedoceniony przez kibiców: Wojciech Wilczyński
Niemal zawsze, kiedy w pomeczowych ocenach wystawiliśmy Wojtkowi wyższą ocenę, byliśmy w komentarzach krytykowani, że zawyżyliśmy mu notę. Nieważne jak dobry zagrałby mecz. Nieraz widziałem na Shoutboxie opinie, że to dzięki układom „Wilu” jest w jedenastce, bo jakoby umiejętnościami miał odbiegać od poziomu rozgrywek. Smutne jest, że niektórzy fani bytowskiego zespołu nie dostrzegają ciężkiej pracy i waleczności Wilczyńskiego w każdym meczu. Oczywiście można narzekać, że czasami był spóźniony w defensywie czy w prosty sposób tracił piłkę. Często jednak napędzał akcje ofensywne i brał na siebie ciężar gry. To go broni.
Ulubiony zmiennik trenera: Mariusz Kryszak
Ach ten Mario… Co można o nim powiedzieć? Zacznę od pozytywów. Zagrał dobry mecz w Chojnicach we wrześniu ubiegłego roku, czasem potrafił dobrze uderzyć z rzutu wolnego. Na tym niestety koniec. Kryszak nie wnosił absolutnie nic do gry zespołu, kiedy pojawiał się na boisku. Wchodząc z ławki, powinien tryskać niespożytą energią, natomiast wyglądał, jakby przed meczem biegał w maratonie. Był powolny i tylko snuł się niezauważony po boisku. Trener Kafarski ma chyba w pamięci tylko niezłe spotkanie Mariusza z Chojniczanką, a pozostałe jego słabe spotkania skrupulatnie wyrzucał z pamięci. Inaczej nie potrafię wyjaśnić dlaczego, mimo kiepskich występów, wiosną aż siedmiokrotnie wchodził z ławki.
Największy kredyt zaufania od trenera: Gerard Bieszczad
Takiej fali hejtu, krytyki i apelów do trenera o zmianę na linii bramkowej chyba jeszcze nie było. Niemal wszyscy domagali się, aby trener Kafarski postawił na Mateusza Oszmańca. Ten jednak twardo obstawał przy swoim i bronił byłego golkipera Wisły Kraków. Czy słusznie? Tu można mieć już różne zdania. Niewątpliwie było widać, że Gerard z meczu na mecz zyskiwał coraz więcej pewności siebie. Jego występy również z czasem były coraz lepsze. Musi jednak wystrzegać się głupich błędów, które niestety mu się przytrafiały. Ciekawe czy szkoleniowiec czarno-biało-czerwonych w przyszłym sezonie również zaufa Bieszczadowi.
Najlepszy młodzieżowiec: Dawid Kort
Kategoria może wydawać się trywialna, ale trzeba docenić grę 21-latka w czarno-biało-czerwonych barwach. Serafin, Jastrzembski, Wojach, Chojnacki czy jacykolwiek inni młodzieżowcy, którzy w ostatnich latach występowali w ekipie „Czarnych Wilków”, nie wnosili tak dużo do gry zespołu. Jedenaście asyst i bramka, tylko jesienią, zachęciło Czesława Michniewicza do skrócenia wypożyczenia i skorzystania z Korta w Pogoni Szczecin już wiosną. Takiego młodzieżowca chciałaby mieć każda ekipa na zapleczu ekstraklasy.
Zawodnik sezonu: Łukasz Wróbel
Listę podsumowań otwierał wybór piłkarza rundy jesiennej, natomiast żeby spiąć, dopiąć, pozapinać i zamknąć sezon 2015/16, zakończy ją wskazanie najlepszego zawodnika minionych rozgrywek. Według mnie był nim Łukasz Wróbel. Solidny, rzadko się mylił, ostoja spokoju i profesorskie interwencje w obronie. Zawodnik, ściągnięty do Bytowa jeszcze przez Waldemara Walkusza, spędził przy Mickiewicza już pięć sezonów. Mimo upływających lat ciągle prezentował wysoką formę. Jedyne co można zrzucić Łukaszowi to niedokładność przy dalekich przerzutach piłki. Często jego podania na kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów były niedokładne i kończyły się stratą piłki. Mimo wszystko Wróbel zanotował bardzo udany sezon.
Krystian Błank, bytoviahpu.pl