Po historycznym 4. miejscu w zeszłym sezonie, obecnie Olimpia Grudziądz toczy zacięty bój o utrzymanie w I lidze. O ocenę sytuacji w klubie poprosiliśmy słowackiego kapitana Michala Pitera-Bučko. Opowiedział nam również jak wypada polski futbol na tle naszych południowych sąsiadów oraz o szansach jego rodaków podczas Euro 2016.
Jak na razie na wiosnę dopisaliście do swojego konta 7 punktów. Jesteście zadowoleni z tego wyniku?
Tak jesteśmy zadowoleni. Przed rozpoczęciem rundy wzięlibyśmy te punkty w ciemno, ale w tym pierwszym meczu ze Stomilem zasłużyliśmy na trzy oczka. W tym spotkaniu mieliśmy naprawdę dużo sytuacji do zdobycia bramek. Ostatecznie skończyło się remisem 1:1 i wywalczyliśmy tylko jeden punkt. Jednak dzięki temu, że tydzień później wygraliśmy u siebie mecz z Chojniczanką, to remis w Olsztynie wydaje nam się teraz bardziej wartościowy.
W 2012 roku ze Słowacji przeniosłeś się do występującego w ekstraklasie Podbeskidzia Bielsko-Biała. Co cię skłoniło wówczas do zmiany kraju?
Chciałem spróbować czegoś nowego, bo cały czas grałem u siebie na Słowacji w Preszowie. Nowy kraj, nowa liga, nowe wyzwania i dlatego właśnie postanowiłem się przenieść do Polski.
W Podbeskidziu w ciągu sezonu pracowałeś aż z czterema trenerami: Robertem Kasperczykiem, Marcinem Sasalem. Dariuszem Kubickim oraz Czesławem Michniewiczem. Jak wspominasz współpracę z poszczególnymi szkoleniowcami? Od którego nauczyłeś się najwięcej?
Muszę powiedzieć, że każdy trener wniósł wiele nowego w ten zespół. Od wszystkich szkoleniowców można było wyciągnąć coś dobrego i każdy też miał swoje wady. Jak na rok to było bardzo dużo trenerów, często dochodziło do zmian, jednak każdego oceniam pozytywnie.
Rozegrałeś 23 mecze w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce i po sezonie odszedłeś z Podbeskidzia. Dlaczego?
Miałem tam jeszcze przez rok ważny kontrakt, ale nie potrafiłem dogadać się z prezesem Boreckim. Był problem, aby się z nim porozumieć i w związku z tym musiałem odejść. Postanowiłem, że lepiej grać w I lidze niż być w rezerwach Podbeskidzia.
Z Bielska-Białej przeszedłeś do Olimpii Grudziądz. Nie wierzę, że po 23 meczach w Ekstraklasie miałeś ofertę tylko z pierwszoligowego zespołu.
Początkowo chciałem powalczyć o miejsce w składzie w Bielsku-Białej. Trener namawiał mnie, żebym został. Jednak tak jak wspomniałem, nie dogadałem się z prezesem Boreckim. Byłbym skazany na pobyt w rezerwach. Wówczas dostałem telefon z Grudziądza i postanowiłem przenieść się do Olimpii. W Podbeskidziu mogłem trenować w rezerwach, ale nie widziałem w tym sensu, wolałem grać w I lidze.
W dwóch pierwszych twoich sezonach w Grudziądzu zdobyliście po 53 punkty i zajęliście kolejno szóstą i czwartą lokatę. Jak ocenisz te dwa lata?
Te dwa lata można ocenić bardzo pozytywnie. Pierwszy sezon był dla mnie wielką niewiadomą. Nie widziałem, co oznacza granie w I lidze w Polsce. Była to dla mnie nowość. Zajęliśmy szóste, a później czwarte. Chcieliśmy walczyć o awans, ale ta czwarta lokata była dla klubu historycznym osiągnięciem. W kolejnym – obecnym sezonie – też chcieliśmy powalczyć o awans, ale niestety nie udało się.
No właśnie w obecnych rozgrywkach rozczarowujecie. 22 kolejki i tylko 21 punktów. Co się stało z Olimpią?
Co się stało…? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Na początku sezonu mieliśmy pięć spotkań u siebie. Oczekiwaliśmy, że po tych meczach będziemy mieli 12-13 punktów. Niestety nie udało się. Źle rozpoczęliśmy rozgrywki. A później nie potrafiliśmy zacząć grać lepiej i cały czas nam nie szło.
Zimą przeszliście rewolucję kadrową. Z Olimpii odeszło aż 12 zawodników, przyszło 11. Jak ocenisz te zmiany?
Jak wyjdą te zmiany okaże się na zakończenie sezonu. Na razie to wygląda dobrze. Dopisaliśmy na swoim koncie już 7 punktów i zobaczymy, co będzie dalej. Naszym celem jest teraz utrzymanie w lidze, a czas na rozliczenie, ocenę i podsumowanie przyjdzie po sezonie.
Niektórzy typowali was przed sezonem jako jednego z kandydatów do awansu, tymczasem musicie bronić się przed spadkiem. Powiedziałeś przed rozpoczęciem rundy, że nie ma na was dużej presji. Nie sądzisz jednak, że spadek byłby ciosem dla was i waszych kibiców?
Na pewno tak. Ale oczywiście wszyscy wierzymy, że uda nam się utrzymać. Będziemy się starali, zrobimy wszystko dla tego klubu, aby I liga została w Grudziądzu. Miasto, klub, kibice zasługują na to, żeby Olimpia pozostała na zapleczu ekstraklasy.
W najbliższej kolejce zagracie z Chrobrym Głogów, z którym przegraliście jesienią 1:2. Jaki macie pomysł na to spotkanie, aby zrewanżować się za ostatnią porażkę?
Do meczu pozostało jeszcze kilka dni, więc bardzo spokojnie czekamy na to spotkanie. Na pewno chcemy się zrewanżować za jesienną porażkę. Zwłaszcza, że pamiętam, iż z Chrobrym graliśmy dobre spotkanie. Do przerwy powinniśmy prowadzić, jednak nie wykorzystaliśmy swoich okazji. Później obie ekipy strzeliły po golu i dopiero w doliczonym czasie gry straciliśmy bramkę na 1:2. Z pewnością przed własną publicznością będziemy chcieli wygrać nadchodzące starcie.
W tym sezonie dostałeś już dwie czerwone kartki. Uważasz, że problem z agresją to twój największy mankament w grze?
Nie wiem czy największy, ale na pewno jest to mój mankament. Dostaje zbyt wiele kartek, ale cały czas pracuję nad tym elementem gry i staram się go poprawić. Mam nadzieję, że tych kar indywidualnych nie będzie tak dużo.
Masz już 75 występów w I lidze. Jak ocenisz jej poziom?
Poziom jest naprawdę dosyć wysoki. Widać to jak się spojrzy w tabelę. Tak jak rozmawialiśmy, w zeszłym sezonie byliśmy na czwartym miejscu, latem odeszło trzech – czterech zawodników i zajmujemy ostatnią pozycję w tabeli. Liga jest wyrównana – każdy z każdym może wygrać, zespoły są poziomem niezwykle zbliżone do siebie.
Jesteś kapitanem zespołu. Czy w związku z tym czujesz się bardziej odpowiedzialny za drużynę?
Myślę, że to za dużo powiedziane. Niezależnie o tego czy jestem kapitanem czy nie, to cały czas czuję się odpowiedzialny za swoje występy, jak i wyniki całego zespołu.
Wierzysz, że uda ci się jeszcze wrócić do ekstraklasy?
Mam taką nadzieję. Cały czas wierzę, że będę mógł grać jeszcze na najwyższym poziomie. Nie jestem najmłodszym zawodnikiem, ale też nie jestem jeszcze za stary. Tak więc wszystko jeszcze może się wydarzyć.
Jest to twój czwarty sezon, w którym występujesz w Polsce. Dostrzegasz jakieś różnice między futbolem tutaj a w rodzimym kraju?
Poziom w Polsce jest wyższy niż na Słowacji. Zawodnicy, infrastruktura, stadiony czy też kibice wszystko jest lepsze tutaj niż w moim rodzimym kraju.
Na koniec odbiegnę od tematu I ligi. Wielkim krokami zbliżają się Mistrzostwa Europy we Francji. Jak ocenisz szanse Słowacji na tym turnieju?
Obecnie Słowacja ma bardzo dobry zespół. W tej grupie, w której jesteśmy razem z Anglią, Walią i Rosją można sprawić niespodziankę i z niej awansować. Wiadomo, że Anglia jest zdecydowanym faworytem, ale z drugiego miejsca jak najbardziej możemy awansować. Gdyby nam się udało, byłbym bardzo szczęśliwy.
Rozmawiał Bartosz Cabaj