- Na pewno chcę się rozwijać i iść w górę – przyznał w rozmowie z 1liganews zawodnik Pogoni Siedlce Mariusz Rybicki. Piłkarz nazywany kiedyś „łódzkim Neymarem” wspomina czasy gry w Widzewie, a także ocenia obecną sytuację w klubie z Mazowsza. Opowiada też o czekających go w najbliższym czasie wyzwaniach.
W ostatnich dniach głośno jest o Pogoni i o kłótni, do której doszło na konferencji po meczu z Miedzią. Jak ty się odnosisz do tej sytuacji?
Na pewno to są kwestie pozasportowe i nas piłkarzy takie sprawy nie dotyczą. Wiadomo, że oglądaliśmy tę konferencję i zawsze po meczu pojawiają się jakieś frustracje. Jednak w tym przypadku nie dziwię się trenerowi. Nie wypada mi komentować pracy sędziego, błędy oczywiście się zdarzają, ale tego dnia arbiter był zdecydowanie w słabej dyspozycji i stąd ta frustracja, która objawiła się na konferencji. Z pewnością zostaną z tego wyciągnięte konsekwencje, ale my skupiamy się na aspektach sportowych. Chcemy się utrzymać i to jest nasz priorytet. Nie zaprzątamy sobie głów tą sobotnią sytuacją. Czekamy już na kolejne spotkanie.
Sytuacja Pogoni w tabeli nie jest łatwa. Zajmujecie miejsce barażowe i czeka was starcie z GKS-em Bełchatów, który do Siedlec przyjedzie podrażniony ostatnimi niepowodzeniami. Jaki macie pomysł, aby wygrać to spotkanie?
Bełchatów jest podrażniony, ale my też. Ostatnimi czasy graliśmy z bardzo wymagającymi przeciwnikami, w większości ze szczytu tabeli. Szczególnie na początku mieliśmy bardzo trudny terminarz i ciężko było punktować. W minionej kolejce też nie mieliśmy łatwego zadania, ponieważ Miedź Legnica to silny zespół i wywalczyliśmy cenny punkt. Wiadomo, że teraz przed nami kolejne trudne starcie, bo GKS to też solidna ekipa, ale dla nas liczą się tylko trzy punkty i o to będziemy walczyć.
Ostatnie wyjazdowe zwycięstwo odnieśliście 24 października, wygrywając z Rozwojem 3:2. Problem z grą poza własnym obiektem to wasz największy mankament?
Z pewnością u siebie gra nam się zdecydowanie lepiej. Czujemy wsparcie kibiców i nie przegrywamy. W meczach wyjazdowych idzie nam o wiele gorzej, jednak liczymy na to, że zapunktujemy też na wyjeździe już przy najbliższej okazji.
W tym sezonie jak na razie na swoim koncie masz 9 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej – 6 bramek i 3 asysty. Uważasz, że jest to wynik na miarę twoich możliwości?
Stać mnie na więcej. Te statystyki mogłyby być lepsze. W każdym spotkaniu staram się dawać zespołowi jak najwięcej. Zostało jeszcze parę meczów i mam nadzieję, że dopiszę na swoim koncie kolejne gole i asysty. Jednak najważniejsze jest, aby się utrzymać i to stanowi priorytet.
Na boisku wykonujesz dużo sztuczek technicznych – troszkę w futsalowym stylu. Niektórzy trenerzy twierdzą, że lepsze są proste, ale celne zagrania. Jak ty się do tego odnosisz? Uważasz, że różnego rodzaju triki przynoszą wymierne korzyści?
Najważniejsze jest to, żeby sztuczki, które się prezentuje, były skuteczne. Nie uważam, abym na boisku wykonywał zbędne rzeczy. Wszystko co robię ma jakiś cel i nie jest tak, że chcę się popisać. Każde zagranie wykonuję z myślą o zespole, aby wykreować kolejne okazje. W ostatnich meczach nawet się to udaje, bo dochodzimy do sytuacji, oddaję strzały i to trzeba zaliczyć na plus.
W tym sezonie zagrałeś we wszystkich 27 meczach ligowych – w sumie ponad 2300 minut. Odczuwasz już tę sporą liczbę spotkań?
Tak, sporo meczów już rozegrałem. Jednak najważniejsza batalia dopiero przed nami. Te siły cały czas są i będą. Musimy wywalczyć utrzymanie. Jestem przekonany, że sił wystarczy do końca sezonu.
Mówi się, że w I lidze jest dużo walki, gry fizycznej. Jaka jest twoja ocena tej ligi, a więc zawodnika, który słynie z wyszkolenia technicznego?
Na pewno w I lidze jest dużo walki, ale nie mogę powiedzieć, że są to rozgrywki fizyczne. Gra tutaj wielu zawodników świetnie wyszkolonych technicznie. Oczywiście jest to bardzo trudna liga. Dużą rolę odgrywa siła i szybkość. Ja nadrabiam brak siły innymi rzeczami. Co więcej, warto dodać, że nad siłą dużo ostatnio pracowałem i też ten aspekt uległ zdecydowanej poprawie.
Pochodzisz z Łodzi. Twoim pierwszym klubem był UKS SMS Łódź, po czym trafiłeś do Widzewa. Od zawsze chciałeś grać dla tego klubu czy rozważałeś też opcje przenosin do ŁKS-u? Wiadomo, że Łódź jest bardzo podzielonym miastem pod tym względem.
Ja urodziłem się w dzielnicy, która kibicuje Widzewowi i od zawsze moim marzeniem było zagranie dla tego klubu. Cieszę się, że udało mi się je spełnić. Jestem z tego dumy, że grałem w klubie z taką historią i mogłem stanowić jej część.
Do Widzewa trafiłeś w wieku niespełna 20 lat i od razu zadebiutowałeś w ekstraklasie. Było to dla ciebie zaskoczenie? Odczułeś przeskok z III ligi do najwyższej klasy rozgrywkowej?
Na początku było widać tę przepaść w kulturze gry. Z III ligi do ekstraklasy to naprawdę ogromny przeskok. Na pewno mocno to odczuwałem, mimo to szybko dostałem szansę gry w Widzewie. Dobrze prezentowałem się na treningach i miałem tę przyjemność grania w zespole z Łodzi. Rozegrałem kilkadziesiąt spotkań na poziomie ekstraklasy.
Zawsze wspomina się tę słynną ekipę u trenera Mroczkowskiego, gdzie grałeś m.in. z Mariuszem Stępińskim czy Bartłomiejem Pawłowskim. Utrzymujesz jeszcze z nimi kontakt?
Różnie. Wiemy, co się u nas dzieje. Mariusz gra w Ruchu Chorzów, Bartek w Koronie Kielce. Śledzimy swoje poczynania, a czy mamy bezpośredni kontakt to już każdego indywidualna sprawa. Byliśmy dzieciakami Mroczkowskiego. Pamiętam, że oprócz tych dwóch wymienionych zawodników, grałem wtedy jeszcze z Alexem Bruno i Bartłomiejem Kasprzakiem. Są to to bardzo miłe wspomnienia, dobre czasy, ale teraz skupiam się na tym, co się dzieje w Pogoni Siedlce.
W Widzewie zaliczyłeś dwa spadki. Z Ekstraklasy w sezonie 2013/14 i przed rokiem z I ligi. Na pewno niejednokrotnie miałeś okazję, żeby opuścić klub, a uczyniłeś to dopiero minionego lata. Myślisz, że przespałeś gdzieś swoją szansę i za późno odszedłeś z Widzewa?
Na pewno nie przespałem. Liczyły się inne aspekty. Były różne oferty…
Między innymi z Legii?
Tak, były jakieś rozmowy z Legią, ale ja się zawsze skupiałem tylko na robocie. Miałem ojca i menedżera, którzy zajmowali się kwestiami pozasportowymi. Natomiast moim zadaniem była jak najlepsza gra i dawanie z siebie wszystkiego na placu gry. Zawsze starałem się robić swoje i to się dla mnie liczyło. Byłem szczęśliwy grając dla Widzewa.
Masz za sobą pięć meczów w reprezentacjach młodzieżowych. Jak wspominasz te spotkania? Który z zawodników zrobił na tobie największe wrażenie?
Miałem przygodę z młodzieżową reprezentacją. Uważam, że każdy kto grał w kadrze reprezentował wysoki poziom. Aby być w reprezentacji młodzieżowej trzeba było grać bardzo dobrze i dlatego każdy z kim tam występowałem był dobrym zawodnikiem. Nie widziałem tam nikogo z przypadku i wszyscy wywarli na mnie pozytywne wrażenie.
Widać było różnicę między waszym wyszkoleniem, a waszych rówieśników z Niemiec czy Włoch, bo z tymi reprezentacjami między innymi miałeś się przyjemność mierzyć?
Na pewno w meczu z Niemcami było widać tę różnicę. Co prawda był to zacięty mecz, raczej nie odstawaliśmy od Niemców umiejętnościami technicznymi czy taktycznymi i momentami wyglądało to obiecująco. Jednak to nasz rywal dominował przez większy okres meczu. Widać było u nich to ogranie, gdyż, z tego co pamiętam, grali zawodnicy mający za sobą występy w Bundeslidze, czyli na najwyższym europejskim poziomie. Widać było ich przygotowanie i adaptację do światowej piłki.
W jednym z wywiadów powiedziałeś, że chciałbyś jak najszybciej wrócić do ekstraklasy. Czyli jak po sezonie pojawi się jakaś oferta odejdziesz z Pogoni?
Zobaczymy. Na pewno chcę się rozwijać i iść w górę. Mam 23 lata, chcę osiągnąć jeszcze o wiele więcej niż dotychczas i do tego będę dążył.
Jesteś bardzo uniwersalnym zawodnikiem, gdyż możesz grać na kilku pozycjach. Tacy piłkarze są obecni bardzo cenieni na rynku transferowym. Liczysz, że to może przekonać potencjalnych kupców?
Myślę, że nie. Cenieni są zawodnicy, którzy grają zawsze na bardzo wysokim poziomie – niezależnie od pozycji na boisku. Niemniej jednak dla trenera jest to duży plus, jeśli ma do dyspozycji uniwersalnego piłkarza. Mogę grać na obu skrzydłach i na „10” i podwieszonym napastniku, ale szkoleniowiec patrzy na zawodnika pod kątem jednej pozycji. Ja się skupiam na swojej robocie, która mnie czeka jeszcze w tym sezonie – tutaj w Siedlcach. A co będzie dalej, to czas pokaże.
Rozmawiał Bartosz Cabaj